środa, 11 listopada 2009

ofensywa medialna

Ona je pierogi ze szpinakiem, on notuje na kartce potencjalne zarzuty, a obok argumenty, którymi można te zarzuty zbić. W biurowym bufecie dwoje specjalistów zamieszkujących jedno z wyższych pięter przygotowuje się do wywiadu dla jednej z branżowych gazet. Rozmowa ma być o nowej kampanii medialnej SuperMobajl.
-A co jak ta dziennikara powie, że my adresujemy ofertę do kierowców, bo na plakacie jest kierowca wyścigówki? Ostatnio jak daliśmy na bilbord mechanika samochodowego to się tak pytali.
-Powiesz, że znaczenie literalne tego przekazu nie jest jedyne i docelowe. Że prędkość, sport, że to metafora rozwoju pasji, możliwości samorealizacji, perspektyw, że chodzi o dynamizm, aktywność, nowoczesność i pokazanie operatora jako firmy która towarzyszy rozwijaniu pasji... - mówi ona. On zapisuje.
-A to znaczenie literalne to co to znaczy?
-Dosłowne. Skompromitujesz ją, powiesz że przekaz reklamowy jest pewną kondensacją znaczeń.
-Kondensacja znaczeń, to dobre!
-Widzisz. Nie daj się zepchnąć do defensywy.
-Nie zamierzam. Dojebię tej babie. To ja ją zaatakuję. Że to jest genialna reklama, a oni, te debile dziennikarze są po prostu za głupi...
-Zwłaszcza że sprzedaż i tak mamy zajebistą.
-... i że jak oni nie są w stanie tego zrozumieć, to ich problem, bo mają właśnie do czynienia z genialną strategią promocyjną. Co ja się będę tłumaczył...
-No! Masz jakieś kampanie innych operatorów?
-No mam.
-To weź je i pokaż dla kontrastu, pokaż je jako totalną kupę. Dla kontrastu.
-No! Ja to mam przecież!
-Tak. Powiesz, że reklama i sama oferta powstała w oparciu o wnikliwą analizę potrzeb i nastawień przedstawicieli grupy docelowej...
-Czekaj, zapiszę.
-...i że odpowiada...
-...żywotnym potrzebom społeczeństwa! No, to jesteśmy gotowi.

poniedziałek, 9 listopada 2009

weryfikacja danych

-Na kogo telefon jest zarejestrowany? - pytam.
-Na mnie - wyjaśnia klientka.
-To znaczy?
-No na moje imię i nazwisko.
[...]
-Proszę o przedstawienie się, chcę zweryfikować pani dane, to standardowa procedura - mówię tłumacząc że chodzi o to, aby przed udzieleniem informacji upewnić się, że to właśnie osoba dzwoniąca jest właścicielką tego telefonu. "Kierujemy się względami bezpieczeństwa" - wypowiadam magiczną formułę.
Nazwisko które podała klientka, podobnie jak i inne dane, nie zgadza się z tym co jest w systemie. Po kilku minutach rozmowy ustalamy, że w SuperMobajl Managerze, czyli w naszej głównej aplikacji, przy numerze telefonu który podała klientka, widnieją dane poprzedniego użytkownika. Ten zmarł półtora roku temu. Pismo informujące o fakcie obecna właścicielka telefonu wysłała do nas zaraz po pogrzebie. Jednak - podobnie jak setki innych dokumentów - utknęło gdzieś między salonem z którego wysyłała faks a Departamentem Interakcji Pisemnych.
[...]
-Bałagan macie w tych papierach, lepiej zróbcie porządek i wywalcie te stare. Konstrukcja nośna biurowca od razu wam się odciąży.

sobota, 7 listopada 2009

rozmowa nr 77

-Ja bym wolała abonament, bo tam są fajniejsze telefony niż te w ofercie na kartę, ale jako studentka nie mam stałych dochodów, więc umowy nie mogę podpisać...
-Formalnie umowa może być na pani rodziców na przykład.
-Nie, oni nie mogą. Mój chłopak też formalnie jest bezrobotny, bo żeby zawinąć dotację na rozkręcenie firmy zwolnił się na parę miesięcy z tej korporacji taksówkowej, brat robi na czarno, wiec też odpada...
-Rozumiem...
-Z kredytem studenckim miałam podobnie. Babcia miała być żyrantem, ale jest w takim wieku, że nikt z nią nie podpisze umowy, poza ewentualnie firmą pogrzebową. Brat ojca też nie, bo za dwa lata jego córka ma maturę i musi być przygotowany na pożyczkę na kursy przygotowawcze i studniówki. [...] Mój chrzestny odpadł, bo przymierza się do kredytu na ocieplenie domu i nie może mieć obciążeń, chrzestna też nie, bo jej mąż się denerwuje, jak do domu przychodzą jakiekolwiek koperty z rachunkami. A bank za mnie nie chciał poręczyć, bo mam rodzinę, a oni poręczają tylko sierotom.

czwartek, 5 listopada 2009

konwersatorium

-A to państwo już w sali? Przepraszam, ja po prostu nic nie wiem, niczego nie pamiętam, krążę po wydziale i jestem kompletnie niezorientowana. A nowy plan zajęć już zupełnie mnie wytrącił z rytmu. Stoję pod drzwiami i myślę, gdzie państwo są. Tak cicho siedzicie.
Parę minut po pani doktor od współczesnej do sali weszła Ania. Pół godziny po czasie. Próbowała się tłumaczyć, ale pani doktor przerwała mówiąc, że nic się nie stało, że to dla niej ulga jeśli ktoś jest jeszcze bardziej spóźniony od niej samej.

wtorek, 3 listopada 2009

konsultacje

-...czy towarzyszyła temu jakaś dyskusja, czy też ten termin wszedł do lingwistyki bezrefleksyjnie, na zasadzie przypadku i bez merytorycznej motywacji został wylansowany na modny i wypadało się nim posługiwać?
-Pani chyba zapisana jest na późniejszą godzinę – mówi promotor.
-Tak, ale pracuję, więc chciałam...
-Odstawiła pani bibliografię którą poleciłem?
-Bynajmniej. Ale dalej nie wiem na przykład jak chronologicznie wygląda ...
[...]
-Proszę odstawić te wszystkie książki na parę dni i spokojnie pomyśleć, wziąć coś nasennego może, zaraz coś pani poszukam.
-Nie trzeba, mam prawie trzydzieści publikacji z dialektologii do przeczytania...
-Czy próbowała pani tego kiedykolwiek? Profesor od dialektologii twierdzi, że u osób z pani grupy nie występują objawy które by na to wskazywały.

niedziela, 1 listopada 2009

biurko obok

Klient: [...] więc ja mówię, ja napotykam u was niespotykiwalne nigdzie indziej problemy, w żadnej innej sieci.
Konsultant: Rozumiem i radzę się cierpliwie uzbroić.

sobota, 31 października 2009

w drodze

-Część kodu doładowującego z karty zdrapki jest niewidoczna, a to jest dziecka telefon, więc gdyby pani była uprzejma udzielić mi pomocy i ... zaraz... zaraz oddzwonię, bo jakiś chuj mnie wyprzedza.

czwartek, 29 października 2009

dowody zniszczone

-Mówię, płacę za wysoko u was i proszę mi rachunek ostatni skorygować.
-Ale co konkretnie? Sam pan powiedział że w wykazie szczegółowym pana rozmów nie ma niczego, co by dowodziło, że cokolwiek zostało niesłusznie doliczone.
-No i to jest właśnie dowód, potwierdzenie, że wy dowody zniszczyliście.

wtorek, 27 października 2009

wieczór literacki

Jedna pani mówi z początku sali, że skąd ta fascynacja młodych ideologią po wojnie, że ideały były generalnie atrakcyjne, pokój, mieszkania, odbudowa kraju, to jednoczyło młodych.
- ... a dzisiaj jak ja rozmawiam ze swoimi studentami, to oni mówią, że nie mają autorytetów, że wielkie zniechęcenie, nie wiadomo co robić, pustka, generacja nic, pokolenie iks, wyścig, żerowanie na szczurowisku, koncepcja świata jako śmietniska...
-Łaaał. Fekaliada niczym u Emila Zoli - komentuje Ania.
Pani z początku już miała zaproponować, że w ramach niezgody na tę określoną rzeczywistość, niech studenci tu zgromadzeni zdobędą się na symboliczny gest protestu.
-...a kto napisze list pożegnalny, niech podchodzi do mnie po pawulon... – wyraźnie zanosiło się na taką konkluzję, ale prowadząca spotkanie pani doktor od współczesnej przerwała jej.

niedziela, 25 października 2009

taki nasz konsultant

-I jeszcze dzwoniąc tutaj, ja czekam dwadzieścia minut na połączenie słuchając durnej muzyczki, bo taki wasz konsultant zanim stwierdzi, jaki dzisiaj dzień, zanim zje kanapkę, zanim stwierdzi że może by odebrać dzwoniący telefon, zanim wcześniej obdzwoni swoich znajomych ze służbowego telefonu i zanim stwierdzi, że jego pieczątka jest w drugim pokoju, i zanim wybierze interpretację danego przepisu z regulaminu świadczenia usług, to wszyscy od was już zmigrują do konkurencji.

piątek, 23 października 2009

połączenie nr 67

-Telefon mi został w sanatorium między poduchą a oparciem, a to drugi koniec Polski.

środa, 21 października 2009

z pozycji balkonu

Cztery dni temu Kasia wpisała do aplikacji służącej do zgłaszania problemów z zasięgiem reklamację klienta. W polu opisz problem napisała, że zrywanie połączeń, zajętość sieci, problem dotyczy wielu użytkowników w tej lokalizacji... „Proszę o analizę i usunięcie problemu. Dziękuję.”
Dzisiaj otrzymała odpowiedź: „Niech klient przed zadzwonieniem wychodzi na balkon. Pozdrawiamy, Departament Rozwiązywania Problemów Technicznych.”
-I ja mam teraz zgodnie z procedurą do niego z czymś takim oddzwonić? Że nasi inżynierowie analizowali cztery dni i znaleźli rozwiązanie? Tak?
Ostatecznie, aby uniknąć psującej statystyki kilkudziesięciominutowej rozmowy (rozmowa według obowiązujących standardów nie powinna przekraczać 2 minut), Kasia postanowiła wysłać sms. „Prosimy o wychodzenie na balkon przed podjęciem próby nawiązania połączenia. Pozdrawiamy, SuperMobajl.”
-I chuj – stwierdziła klikając „Wyślij”.

poniedziałek, 19 października 2009

oddziaływanie ładunków

-"Ruch ładunków elektrycznych miał miejsce w kierunku do pana domu z kierunku elektrownia i zostało to osiągnięte oddziaływaniem na ruch ładunków elektrycznych pola elektrycznego." I ja tu mam rysunek, wzory, ampery, delta qu, pozioma kreska i delta te - przekonuje siedząca w rogu sali konsultantka. Pojawiła się podobno tydzień temu. Wiadomo tyle, że oferty SuperMobajl nie obsługuje.
Od chyba półtorej godziny wysłuchuje telefoniczych pretensji klienta. Przerzuca papiery, chyba faktury i cytuje raz ich fragmenty, raz fragmenty tekstu z ekranu. Co jakiś czas zerka też w miniksiążeczkę "Fizyka w pigułce". Mówi o prawie Ohma, prawie dla odcinka obwodu, coś o przewodniku, że to naturalne że ma miejsce opór elektryczny. Ale rozmówca nie poddaje się i krzyczy coś o przekroju poprzecznym. Słyszę go siedząc dziesięć metrów dalej.
-Ale pan przy oporze właściwym przewodnika nie wziął pod uwagę temperatury - mówi ona.
-Nie, nie! To wy pomyliliście wzór na moc prądu z wzorem na ciepło molowe. I dlatego mnie przyszła taka faktura.
Dziewczyna szuka czegoś dalej. Przerzuca zestawienia, wyrównania, niedopłaty, dużo liczb, tabelki, różne wzory. Znajduje pismo z logo zakładu energetycznego i cytuje klientowi.
-Wy podstawiliście złe dane.
-To jest poważny zarzut...
On przerywa, mówi coś o węzłach, jedne wchodzą, drugie wychodzą.
-...i to jest właściwe natężenie prądu – kończy klient.
-W takim razie przełączę pana do prezesa grupy kapitałowej – mówi dziewczyna. Wystukuje jakiś wewnętrzny, bierze torbę i wychodzi z sali.

sobota, 17 października 2009

ważność wygaśnięta

Dwudziesta trzecia czterdzieści. Klient mówi, że z naszej strony to jest sukinsyństwo, że wygasła mu ważność numeru.
-Nie zasilał pan przez ponad rok konta, a to telefon na kartę, więc...
-A co was to obchodzi, zresztą nikt od was do mnie nie dzwonił ani nie pisał!

-Kupił pan kartę sim bez umowy, to pan decyduje czy zasilić konto czy nie. Przez półtora roku nie korzystał pan z tego numeru, więc ten numer trafił ponownie do sprzedaży...
[...]
-No tak, bo wy sprzedacie ten numer komuś, kto będzie zasilał i da wam zarabiać!
-Ma pan rację.
-I pani to tak stwierdza! To jest czyste złodziejstwo!

czwartek, 15 października 2009

telefon z derekcji

Szukam w systemie zeskanowanego dokumentu potwierdzającego przerejestrowanie telefonu na innego użytkownika. Znaczy szukam... szukam to za dużo powiedziane. Siedzę przy biurku z słuchawkami na głowie i czekam aż zrestartuje się komputer. Po ataku zimy są problemy z prądem i co chwila wszystko gaśnie. Wszystko, z wyjątkiem sygnału w słuchawce.
Po jej drugiej stronie też trwa czekanie. Dwie klientki: była i obecna właścicielka telefonu. Ta którą słychać nieco słabiej mówi, że rzeczywiście fatalna ta obsługa.
Z samym skanowaniem problemy są niezależnie od sytuacji synoptycznej. System jest taki, że klienci wysyłają listy i faksy z reklamacjami na adresy i numery warszawskie - po to, żeby nasza rzeczywista lokalizacja pozostała supertajna. Warszawa korespondencję skanuje i wrzuca do systemu. Skany jako załączniki powinny być widoczne przy numerze telefonu którego dane pismo dotyczy. I są widoczne. Tyle że średnio jedna trzecia ich rzeczywistej ilości.
Część zawierusza się na poziomie salonów i punktów sprzedaży, część zeskanowanych plików ginie gdzieś w trakcie kolejnych restartów i rekonfiguracji głównej aplikacji. Kolejna grupa faksów to te, które jako załączniki widnieją wprawdzie w systemie, ale po ich otwarciu okazuje się że kopia jest niewyraźna albo niekompletna. Dlatego to samo pismo klienci wysyłają średnio trzykrotnie. Tak też jest i tym razem.
-...u nas w derekcji, nawet na szczeblu powiatu, nierzadko mamy dużo pracy, a takiego bałaganu jak tam u nich to jednak nie ma.
-Mnie to się nasuwa, że ci konsultanci to muszą być najbardziej sfrustrowani. Wylądowali po studiach w jakimś molochu i wiadomo, że z ambitnych planów zawodowych nic nie będzie, tylko jeszcze większa frustracja i myśli samobójcze.

wtorek, 13 października 2009

witaminy i modlitwy

-Z biologii piątka za pracę domową o tych witaminach - mówi Jagoda.
-No widzisz - uśmiecha się Maja.
-Pod koniec semestru i tak powie pewnie ona, że za pracę domową ocena i tak się nie liczy, bo liczą się tylko sprawdziany. [...]
Jagoda mówi też, że na religii jeden z kolegów udawał atak konwulsji.
-... bo nasza Święta Andżelina kazała mu powiedzieć coś o kalendarzu liturgicznym, jaki tydzień mamy w tym tygodniu, tydzień modlitw o co. Zaczęliśmy wymieniać: tydzień modlitw o piwo, o promocję do następnej klasy, o zastępstwo z historii, o skrócone lekcje itd. Rafał zaczął się telepać, zsunął się z krzesła i najpierw telepał się oparty o ścianę, potem na podłodze przewracał przy okazji nogami okoliczne krzesła. Marta zaczęła krzyczeć, o Jezu, on umiera, ale facetka tym razem nie dała się nabrać.

niedziela, 11 października 2009

"r" jak "rozmowa"

Zewnętrzną stronę szklanej ściany biura zalepiły mokre, żółte liście, które przywiało od strony parku. Od wewnątrz dwie panie sprzątające polerują taflę używając spryskiwacza o zapachu wiosny.
-Ja napisane mam w dowodzie, mąż ma tę ulicę w dowodzie, na segmencie naszym jest napisane, że ulica Średnia... - klientka opowiada o problemie z zamówieniem supermobajlowej karty prepaid. Na stronie naszego sklepu wpisała swoje dane, imię, nazwisko, miasto i kod pocztowy. Wszystko było dobrze do momentu, w którym w odpowiednim polu próbowała wpisać nazwę ulicy. Pojawił się wtedy komunikat, że taka ulica w jej mieście nie istnieje.
-I to miało być zrobione, konsultant mówił, że wpisał zgłoszenie na help desk czy gdzieś. I że w ciągu doby usterka będzie naprawiona. Dziesięć dni mija, dziewięciu konsultantów zaliczyłam, pani jest dziesiąta.
-To rzeczywiście wyjątkowa sytuacja. Proszę o chwilę, sprawdzę na jakim etapie jest pani zgłoszenie.
-Bo to co obecnie się dzieje, to jest po prostu brak poszanowania. A macie tam pewnie jakieś szkolenia, pewnie i broszury, tam powinno być napisane, być może nawet alfabetycznie jest dla wygody ujęte, na przykład "P" jak "poszanowanie dla interlokutora", wcześniej "i" jak "interlokutor", kto to w ogóle jest...
-Jeszcze chwila - szukam dalej zgłoszenia.
-...'i' jak "obiektywizm" i też jest o tym, z czym najtrudniej wam, konsultantom sie pogodzić. Że nie jesteście głównym podmiotem dyskusji i że rozmowa to nie jest wasz prywatny szoł na koszt klienta.

piątek, 9 października 2009

przesyłka uszkodzona

[...]
-Nie dziwię się chociażby dlatego, że nawet nazwę macie taką obcą - stwierdza klient chwilę po tym jak odwiedził go przedstawiciel firmy kurierskiej z przesyłką z logo SuperMobajl. W środku był telefon, który klient zamówił w naszym sklepie internetowym.
-...ale na pęknięty po przekątnej wyświetlacz zamówienia nie składałem...
-To musiało się stać w trakcie transportu. Dokładamy wszelkich starań, aby... - tłumaczę proponując wysłanie w ciągu 24 godzin kolejnego aparatu i - w ramach rekompensaty - dodania do standardowego abonamentu sporego pakietu bezpłatnych rozmów.
-Dobrze, niech będzie - mówi koncyliacyjnie.
-Cieszę się i jeszcze raz przepraszam w imieniu firmy - mówię zdziwiona że tak łatwo poszło.
-Proszę bardzo...
-To...
-Jeszcze jedno.
-Tak?
-Czy to jest SuperMobajl, czy różne instytuty i organizacje o niepolskich nazwach i pracujący w nich pseudoeksperci, niby mówicie że chodzi wam o tanie połączenia, pomniki przyrody czy prawa człowieka. A tak naprawdę wy wszyscy reprezentujecie obce interesy na ziemiach polskich.
-Tu się nie zgodzę, bo nasza oferta...
-Pani mówi to co ma pani tam napisane w komputerze. A jakie jest pani prawdziwe nazwisko? Bo pewnie klientom podajecie te konspiracyjne.

środa, 7 października 2009

reklamacja

-Mamie użarło sześć złotych za rozmowę mimo że dzwonione było na numer do zamawiania jajek.

poniedziałek, 5 października 2009

etap prezentacji

Na wykładzie monograficznym pani profesor od literatury staropolskiej mówi, że podobno studenci naszej polonistyki są autorami większości prezentacji maturalnych w tym mieście.
-Tak przynajmniej czytałam przed wakacjami. Wiecie państwo, była epoka przedpiśmienna, może teraz mamy schyłek piśmiennej i stoimy u wrót doby popiśmiennej, której pierwszy etap można nazwać etapem prezentacji maturalnych - zastanawia się prowadząca.
Możliwe. Pewnie badacze będą się za jakiś czas spierać, czy w periodyzacji dziejów języka polskiego uznać ten etap za kończący dobę piśmienną czy inaugurujący popiśmienną. Być może będzie trzeba wprowadzić dodatkowe podetapy?